include("adsense.php"); ?>
InsertAdvert($FrontIndentFormat);?>

Nowa piosenki K.A.S.Y. - To Właśnie Ty - się do mnie przyczepiła i nie chce dać spokoju. Że stara miłość, która kiedyś kapnęła Cię w tyłek - nagle sobie przypomniała - napisała i nagle stwierdza iż jesteś najlepszym. Latka lecą i K.A.S.A. z klasą się starzeje. Ta autoironia jest wprost genialnym obrazem faceta tuż przed czterdziestką. Coś umownie się kończy. To coś to chyba już stanowczo młodość. No bo jak do czterdziestolatka mówić że jest młodym człowiekiem? Pod kryteria kredytów ” dla młodych profesjonalistów” czy coś podobnego już też raczej się nie da załapać. Więc ta piosenka to takie “last request”. Bording za chwilę zostanie zakończone i samolot odleci. Jak nic pozostanie jeść cukierki ślazowe, korzonki nacierać olejkiem kamforowym i spać chodzić w piżamie w pionowe paski. Brrrrrrrr. Słabo co? No to jeszcze może jedna, druga i trzecia flaszka z kolegami z “Naszej Klasy” i jakoś uda się jeszcze łapać ostatnie miesiące przed granicą. Zaczynam wcierać jakieś specjały od Dr.Beltera pod oczy - na zmarszczki podobno. I wmawiam sobie, że mam je od mrugania i uśmiechania. K.A.S.A. w pętli i za oknem złudne przeświadczenie, że jest ciepło. A nie jest? W nocy z sobotę na niedzielę pośpimy godzinę dłużej. A to znaczy realnie, że szybciej będzie się robiło ciemno za oknami. No o 17.00 będzie już po ptakach. I tak będzie gdzieś do końca lutego. W listopadzie przyjdzie czas opon zimowych i chyba najbardziej depresyjnego nastroju w roku. No to jeszcze w październiku machniemy plener fotograficzny i zmienię layout stronki. A dziś … kaszanka
.
24 października 2008

Początek dnia, każda jego minuta wygląda inaczej. Taki widok miałem dziś z okna przez jakieś dwie minuty. Potem była już tylko szarość. Jak dobrze zobaczyć, pomyśleć, sięgnąć po torbę z gratami foto - szybki wybór ISO 200, czas 1:1250, przesłona przymknięta do 3,5 i ognia. Drabinka w wizjerze wprawdzie twierdziła, że a to tego za dużo, tego za mało, ale na szczęście w moim aparacie nie wystepuje w ogóle “zielony program” i mogę co najwyżej zdawać się na pewne tryby lub pełnego manuala - a ten ostatnio chyba najbardziej mnie interesuje. No to taki początek środy. Frank po 2,50, dolar prawie po 3, a euro prawie po 4 złocisze. Ostra jazda. Raty kredytów boleśnie dają się we znaki, ale i tak to ryzko kursowe nadal jest korzystniejsze od złotowkowych cyrografów. Bo są inne narzędzia aby też pogorszyć tym złotówkowym. I nie nerwowo. Wycofywanie depozytów, przewalutowywanie - teraz to bardzo złe pomysły. W takich momentach stanowczo trzeba zachować spokój. Pamiętam jak w sierpniu ludzie masowo wyzbywali się walut - bu złotówka rosła w siłe na potęgę. I teraz Ci, którzy pozbyli się waluty pewnie klną na mylność swoich decyzji. Nie jestem finansistą, ale słucham mądrzejszych od siebie, a tych po fabrycznym korytarzu przewija się każdego dnia wielu. I wszyscy oni mówią - tak jak niedawno złotówka była za mocna, tak teraz jest za słaba. Trzeba czasu by to się unormowało. Ile? Nie wiem. Nie mam zapału by zabrać się na jutrzejszy program. A wiem, że czas, czas, czas już się tym zająć.
22 października 2008

Mały wielki świat widziany z boku wygląda jakoś prościej, łatwiej i bezpieczniej. Pamiętam taki czas gdy chodzenie do szkoły było czymś trudnym do zaakceptowania. Miałem wtedy w głowie marzenie by zamiast grzać szkolne krzesła - chodzić do pracy. Z zadrością patrzyłem na kierowcę autobusu, panią z kiosku i konduktora w kolejce SKM. Wydawało mi się, że klasówki, dyktanda, odrabianie lekcji, wystawianie ocen semestralnych są czymś najgorszym co może mnie spotkać. Dziś wiem, że to był dobry i bezpieczny świat. Punkt widzenia zależy od tego gdzie jesteśmy i w jakiej pozycji. No trochę jak z korytarzami byłej posłanki ze słynnej komisji sejmowej. A co będzie za 5 lat czy 15 lat? Jeszcze niedawno takie pytanie były dla mnie abstrakcją. A teraz … dziś człowiek obchodzi jedne urodziny, a jutro już kolejne własne. I nagle patrzysz w dowód osobisty - podajesz swój wiek i wychodzi, że to już po zawodach. I co z tego? Nic - zupełnie nic. Wydaje mi się, że nie ma czegoś takiego - jak rozpocząć wszystko od nowa. Bo co to znaczy? Że urodzimy sie od nowa, krok po kroku wyrobimy w sobie swoje smaki i smaczki, gust, temperament i takie tam? Skończymy cztery czy osiem szkół, uczelni, zdamy “embieja, zdobędziemy “firsta”, kupimy na raty samochód, mieszkanie, dom, zostaniemy cenionym pracownikiem lub pracodawcom. A potem i tak stwierdzimy, że po cholerę nam to było? No bo tak trzeba! Przypomina to kolejowy schemat. Pociąg jedzie tak jak prowadzą go szyny. Jest zawsze szansa, że z jakiegoś powodu coś nie pójdzie tak jak powinno i wykolejenie gotowe. Są ludzie, którzy sami spowodowali świadomie i celowo wykolejenie, żyją łamiąc normy i rutynę. Widzimy ich często jak taszczą wielkie torby w kratkę, albo śpią na ławce w parku. Bej, degenerat, wykolejeniec - tak powszechnie się o nich mówi. Bo przestali płacić podatki, nie mają konta w banku, medunku, komórki i długiego spisu tego co muszą regularnie robić. W zimie często z fioletowymi nosami, opatuleni w dziwne ubrania. Ciekawe czy świat z tej strony wygląda inaczej? Może gdyby sprawdzić - okazałoby się, że nie warto wracać do tego niby “właściwego” szlaku?

Czy … Z A U F A N I E … to jest coś co odrasta? Czy może raz utrącone, nigdy nie będzie takim samym, nawet gdy pozornie skleimy klejem marki kropelka to co się złamało? Odpowiedź na to pytanie dajcie sobie sami. Ja ją znam …
Dział muzyczny dziś raczej dla zgredów - choć wypełniony nowościami. Mimo niezbyt szczęśliwych okoliczności szwedzki gitarzysta Ulf Wakenius ma dobry okres. Wprawdzie osierocił go Oscar Peterson, w którego kwartecie grał przez wiele lat, ale udało mu się wyprodukować entuzjastycznie przyjęty album z kompozycjami Keitha Jarretta “Notes from the Heart”, a aktualnie zaskoczył równie atrakcyjnym projektem. Niniejszy kompakt zawiera interpretacje najpopularniejszych kompozycji Esbjorna Svenssona, niedawno tragicznie zmarłego(!) lidera słynnej formacji EST. Cóż za zbieg okoliczności, gdy Wakenius “z wyprzedzeniem” nagrywa wspaniałe tematy, ich autor wkrótce ginie. Jak to dobrze, że Wakenius nie sięgnął do przypominanych w nieskończoność standardów amerykańskich, zinterpretowanych już na wszystkie sposoby, ale on potrafi odnaleźć się w rozmaitych konwencjach i dopasować brzmienie swego instrumentu. Ten album zdominowało brzmienie zbliżone do smooth jazzu, co kontrastuje z wyrazistym podkładem sekcji rytmicznej (Lars Danielsson - kontrabas, Lars Jansson - fortepian i Morten Lund - perkusja). Jednakże “w tym szaleństwie jest metoda”, bo znając oryginalne wersje z płyt EST, jesteśmy miło zaskoczeni odmiennym i jakże frapującym sposobem prezentacji tych pięknych melodii. To piękno Wakenius stara się podkreślić nie tylko w temacie, ale też w improwizacjach, nieprzeładowanych ornamentacją. Dodatkowe uatrakcyjnienie wniósł odważnie poczynający sobie kwartet smyczkowy oraz soliści: dyskretny Till Bronner (trąbka), pełen melancholii Paolo Fresu (trąbka) i funkujący Nils Lundgren (puzon). Niby to tylko intrpretacja twórczości Esbjorna - artysty bardzo mi bliskiego, jednak mimo dużej rezerwy z jaką sięgnąłem po ten krążek - nie żałuję - choć pojęcia nie mam jak zagrać choćby fragment przez radio? Kolejna bardzo bezpieczna i w pewnym sensie nudna nowość to płyta Energy. Fourplay - smooth jazzowy zespół, który zadebiutował w roku 1991 od razu zdobywając pierwsze miejsca wśród najlepszych płyt jazzowych. ob James (instrumenty klawiszowe), Nathan East (gitara basowa), Harvey Mason (perkusja) i Larry Carlton (gitara). Larry Carlton zastąpił Lee Ritenour’a, który z powodu różnego rodzaju nieporozumień musiał opuścić zespół. Oczywiście nie tylko talent muzyków stanowi o wartości zespołu ale również kompozycje i aranżacja utworów. Świadczy o tym olbrzymia ilość nagród, wyróżnień i nominacji. Już w 1991 roku ich debiutancki album “Between the Sheets”‘ otrzymał status złotej płyty i pierwsze miejsce na liście Billboard’s Contemporary Jazz, utrzymując tę pozycję przez 33 tygodnie. Trzeci z kolei album “Elixir” również otrzymał tytuł złotego krążka i został uznany za najlepszy album smooth jazzowy przez czytelników pism jazzowych. Ponadto, “Elixir” został uznany za najlepszy album roku otrzymując nagrodę Soul Train (the Soul Train Awards). Oprócz tego grupa Fourplay za dwa wyżej wymienione albumy otrzymała nominację do nagrody Grammy w kategorii najlepszy zespół grający tzw. jazz współczesny (contemporary jazz). W 1997 roku Warner Bros. wydał album “The Best of Fourplay na którym znalazły się niektóre kompozycje z pierwszych trzech płyt, trzy nowe utwory oraz remix. Czy już Was zanudziłem faktami? Płyta trzecia to połączenie folku i kobiecego smooth jazu. Anna Ternheim -Halfway To Fivepoints. No to po trzecie nic więcej nie napiszę - poszperajcie w sklepach i posłuchajcie.

21 października 2008