Posts filed under 'Radio'
include("adsense.php"); ?>
InsertAdvert($FrontIndentFormat);?>

Autobusy w Łodzi, na nich My - znaczy fabryka. Fajnie mieć świadomość, że mamy już nowych słuchaczy. Oczywiście to jest na razie pierwsza “destynacja”, ale będą kolejne i każda będzie nas cieszyć ogromnie. Trzeba będzie się jakoś jeszcze w tym roku wybrać na kontrolny nasłuch “modulacji”. I wiele też wskazuje na możliwość poznawania Łodzi z naszymi słuchaczami. Bo być może nasze plenery z E-Cyfrowe dorobią się edycji Łódzkiej - na razie pisze o tym w trybie przypuszczającym, ale piłka w grze. Tydzień się kończy, babka chyba już na dobre poukłądała sobie ponownie rzeczywistość i wyjście do przedszkola stało się jednym z codziennych rytuałów. Ja z rana odwiedziłem klinikę zębną Pani Beaty, bo chyba za bardzo zgrzytałem w nocy zębami i coś się tam ukruszyło. Kosmetyka fotoelowa trwała jakieś 12 minut i oto znów - uśmiech jak z reklamy Elmexu albo innej pasty. Wczoraj wieczorem po siatkówce rozpadało się jesiennie. Im było później tym padało mocniej. No to był świetny klimat do grania audycji do oporu. Coraz częsciej myślę o wersji long. No choć raz w roku tak być powinno. Tylko jakoś się nie składa tak, by piątek był wolny dla mnie i dla słuchaczy. No tak to ktoo wytrwa do 2 - giej w nocy przy głośniku? No to pomyśle o jakimś kompromosie, a może nie warto? Może lepiej zostawiać zawsze niedosyt, że zabrakło czasu na to i na to i jeszcze na tamto? Sam nie wiem. W mijajacym tygodniu nie znalazłem chwili by poczytać choćby jeden z 3 tygodników społeczno - politycznych, POLITYKA poniewiera się od środy w teczce, wczoraj nabyłem jak co miesiąc Pressa, Twój Styl i Elle. Dziś do zestawu doszedł jak co piątek Dziennik i chyba bardziej z przyzwyczajnia niż jakiegoś wielkiego przywiązania - Wyborcza. Taki zestaw do poczytania, a raczej poprzeglądania chyba. Z wyjątkami rzecz jasna. Z płytami znów zator. Wczoraj mnie zasypało. Ale na własne życznie, więc bez uwag
.

Pani Aniu - kocham Panią - tak Marek Niedzwiecki powiedział otwierając we środę konferencję ANNY MARII JOPEK. Ja się podpisuję i mówię to samo. Za piosenki, za styl, klasę, głos i za płyty. I to że nie bardzo lubie albumów koncertowe to jedno. Ale drugie to fakt, że są artyści których kolejna płyta samym faktem jej wydania jest świętem. Po sukcesie albumu ID, który w dwa tygodnie po premierze osiągnął w Polsce status Platynowej Płyty, został wydany w kilkunastu krajach świata a dziś przekroczył już liczbę 50.000 sprzedanych egzemplarzy Anna Maria Jopek stawia sobie kolejne wyzwanie. Jest nim odważny, miejscami radykalny album koncertowy, nagrany z udziałem gości światowej sławy. Płyta ID, jak i poprzednie Niebo - była w całości autorska, mówi AMJ. Nagraliśmy ją z udziałem naszych najukochańszych artystów na świecie i było to ujmujące, że oni z takim zaangażowaniem oddali się naszej muzyce. Kilku z nich zaprosiliśmy potem do wspólnych koncertów i było oczywiste, że sięgniemy także po ich niezwykłe utwory, tak bardzo nam bliskie od lat. Dlatego nowy album składa się w połowie z muzyki, w której ja jestem gościem, zachwyconym, zdumionym, szczęśliwym. Blisko 80 minut muzyki powstało głównie podczas ostatniego koncertu “BMW Jazz Club: African Moods”, gdzie AMJ towarzyszył genialny kameruński multiinstrumentalista i wokalista Richard Bona i metafizyczny artysta z Tunezji Dhafer Youssef, którego głos wydaje się być jednym z najcenniejszych skarbów współczesnej muzyki. Pojawiają się także nagrania z Ethno Jazz Festiwal we Wrocławiu i z poznańskiego klubu Blue Note. Tam dominuje Mino Cinelu - wirtuoz instrumentów perkusyjnych i charyzmatyczny wokalista. Wracam do swoich piosenek zawsze z nadzieją, że możemy pokazać je inaczej, zabrać gdzieś dalej - kontynuuje AMJ. Ich wersje płytowe są zaledwie punktem wyjścia do podróży w nieznane. Od lat śpiewam także kilka tematów mojego ukochanego Stinga. Na nowej płycie próbujemy z Dhaferem opowiedzieć historię herbaty na Saharze i jest to niebywała przygoda!
AMJ towarzyszy jej stały zespół, którego trzon od lat tworzą: Marek Napiórkowski na gitarach, Robert Kubiszyn na basie i Paweł Dobrowolski na perkusji. Gościnnie pojawiają się Krzysztof Herdzin i Jan Smoczyński na instrumentach klawiszowych i wierny przyjaciel z dawnych płyt Henryk Miśkiewicz na saksofonie. To pierwsza premiera na dziś - zapraszam po zakupy. Od razu może warto wydać więcej i sięgnąć po Pavarottiego. The Duets to dowód na to jak bardzo był wszechstronny, odważny, ciekawy świata - jak wielkim i genialnym artystą był, jak bardzo kochał życie i chciał z niego czerpać wszystki zmysłami. Nie zamykał się w świece bezpiecznego dobrze opanowanego warsztatu opery - lecz chciał czynić ze śpiewania przyjemność - także bardziej dostępną. Bo wydaje mi się, że do słuchania muzyki klasycznej trzeba dorosnąć. Do opery tym bardziej. Oczywiście są ludzie, którzy nigdy nie będa gotowi na takie wyzwanie. Bywa. Ale jeśli macie tak, że zaczynacie myśleć o posłuchaniu czegoś dotąd będącego czymś w rodzaju tabu - to warto. Płyta z duetami to myślę, że świetny wstęp do Pavarottiego. Bez rzucania się na głęboką wodę, ale jednocześnie stylowo i z najwyższej półki. Fenomenalnie wydane, bez baroku i sztucznego robienia zamieszania. A jak komuś będzie mało, to można potem zakosztować innych płyt słynnego tenora, no a potem … potem to już wpada się jak śliwka w kompot. I na koniec składanka z serii jesienne smutasy. Late Night Moods 3 - to chyba najbardziej stonowana i równa odsłona tej serii. Dla osób szukających w składanakch wszystkiego w jednym - stanowczo będzie to zły wybór. Płyta jest równa. Nie wyskakuje nam nagle jakieś idiotyczne “Celebremos” czy jakieś funky - którego obecność na składankach przyprawia mnie o mdłości. Gdybym wybrał się do jakieś klimatycznej kawiarni to czas spędzony z taką płytą w tle byłby na pewno lepszy. Ale i tak w natłoku prac biurowych bardzo dobrze mi się pracowało i wczoraj i dziś - słuchając w międzyczasie krążka pierwszego, a potem drugiego. I do tego z naszym Pinowym znakiem jakości!
październik 17th, 2008

Jeżeli coś się dostaje - to albo powinno się o tym mówić / pisać dobrze - albo milczeć. Kategorycznie nie powinno się wygłaszać recenzji negtywnych. Tak mi się dziś rozpoczęły fabryczne sprawy i sprawki. Przyznam, że w swojej dość długiej już drodze radiowej miałem okazje mieć do czynienia z bardzo chorymi wypowiedziami ludzi z wytwórni fonograficznych. Był sobie Pan PifPaf, który kiedyś robił tak, że jak któraś z rozgłośni pozwoliła sobie nie grać piosenek z singli przez niego łaskawie wysyłanych - to w zasadzie przestawała istnieć dla tej wytwórni. Potem doszedł obowiązek spowiedzi co stacja gra, ile razy i w jakich rotacjach itd. Bo ów człowiek miał na boku interes który polegał na przygotowywaniu raportów dla wytwórni jak są grane ich piosenki. No więc kolega miał dobrze. Szantażował rozgłośnie do raportowania w zamian za wysyłkę singli i co lepszym i grzecznym - nowości płytowych. W końcu ów kolega skończył karierę w fonografii. W zasadzie nie skończył, bo niby coś tam robi, ale robi tyle, że w zasadzie tak jakby go nie było. Potem bywały różne podchody, ale stacje radiowe - a raczej osoby odpowiadajace za muzykę poszły po rozum do głowy i stanowczo pokazały wytwórniom prawidłowe relacje - czyli że to nie wytwórnie robią łaskę nadawcom - ani też odwrotnie. Ale to klient decyduje co zagra - a nie fabryka. Bo to troche tak jakby producent samochódów robił łaskę że je produkuje. No i dziś - szok. Jeden z najbardziej doświadczonych promotorów - no człowiek legenda - chyba najstarszy stażem od spraw promocji muzyki w radiu - wygłosił taką herezję - że po namyśle - stwierdziłem, iż chyba jeszcze nie wypił porannej kawy i mówi przez sen. I niech tak zostanie. Tak - wiem, że odsłanianie kulis z cyklu - “jak to działa” - jest fascynujące. Kiedyś gdy będę mieszkał już gdzieś tam - może w górach - napiszę o tym książkę. Bo to że na starość chciałbym mieszkać no powiedzmy w górach to pewne. Mamy to już nawet obgadane z Kaliną - obiecała, że będzie nas odwiedzać
. A propo bączka - to znów ma jakieś złe sny i w nocy bywa niełatwo. Widać tak musi być. Z cyklu - jeśli coś ma szansę sie zepsuć - to zepsuje się na pewno - dziś przestroga dotycząca archiwizowania danych różnych - zdjęć, plików, starych folderów pocztowych i takich tam. Jakże bolesne może być trzymanie wszystkiego na dysku używanego komputera. Bez jakiejkolwiek kopii. Jeden error i kłopot gotowy. W jedym tygodniu dwie osoby pochawaliły mi się takimi przygodami. Najczęściej dane z “padniętego” twardziela da się odzyskać - ale kosztuje to sporo kasy i nerwów. Dlatego - zalecam - twardziele są obecnie bardzo pojemne, można je kupować stosunkowo niedrogo. Może warto zainwestować i mieć kopię na takim dysku. Raz na choćby kwartał za pomocą choćby darmowego TOTAL COMANDERA zrobić tzw wyrównywanie katalogów i mieć spokój. A raz na 2 czy 3 lata zainwestować 300 zł w nowy dysk chyba warto? To cena wspomnień. A te są bezcenne! Taak. Ale cokolwiek bym dziś nie napisał to poranna rozmowa fonograficzna jest bezprzecznie debilzmem numer jeden dnia. Nie przebije jej nawet mega skandaliczna sprawa Brukselska. Samolot, krzesła, pisma i takie tam. Podobno mądry powinien głupszemu ustąpić. Ale w tym sporze to już nie wiem jak być powinno. Przesadziły obie strony. I potrzeba czasu by wiedzieć, kto pokazał klasę. Na razie piłka w grze. Z tego co po południu można było usłyszeć - klase pokazał Radek Sikorski - ha - od zawsze nie tylko my, także wielu ludzie światowych twierdzi, że mamy szefa MSZ na światowym poziomie. Banki przykręciły śrubę. I to na maksa. Nawet te bardzo liberalne już takimi nie będą. Stanie intensywna deweloperka, podrożeje wynajem, a za dwa czy 3 lata - ceny mieszkań na rynku wtórnym pobiją rekordy sprzed 2 lat. Bo nowych lokali na rynku będzie tyle co nic. Czyli po Polsku - falami - i tak od bez mała od lat dwudziestu. No to może tak zajmijmy się czymś bardziej normalnym i zawsze dobrze robiącym - czyli muzyką - na nią zawsze jest czas.

Znakomita piosenkarka Edyta Geppert w bieżącym roku obchodzi 25-lecie swojej pracy na estradzie. W związku z tym Jubileuszem Agencja Artystyczna “EDYTA”, sprawująca od początku kariery opiekę nad wszelkimi działaniami artystycznymi Edyty Geppert, wydała płytę - już dwunastą w dorobku Artystki.
Album został nagrany z towarzyszeniem Polskiej Orkiestry Radiowej. Wszystkie piosenki skomponował Seweryn Krajewski, a ich aranżacja jest dziełem Krzysztofa Herdzina.
Pani Edyta należy do tych wokalistek, które poprzez swoją wrażliwość i stylistykę wykonywanych piosenek, szczególnie predestynowane są do współpracy z najpiękniejszym chyba akompaniatorem - jakim bez wątpienia staje się dobra i z wyczuciem prowadzona orkiestra.
Dawno nie było w Polsce takiej płyty. Pobrzmiewają tu echa gigantów, którzy w swoim dorobku mieli orkiestrowo-filmowe nagrania (Barbra Streisand, Shirley Bassey, Charles Aznavour), jest rozmach produkcyjny, wyrafinowane i “hollywoodzkie” aranżacje.
Mamy oto genialne piosenki Seweryna Krajewskiego mamy mądre i osobiste teksty, wspaniale brzmiącą Polską Orkiestrę Radiową mamy wreszcie Edytę - wzruszającą i zawsze prawdziwą, której - bez pomocy mediów - od lat towarzyszy olbrzymia i wierna publiczność.
Edyta Geppert jest jedynym artystą polskiej estrady muzycznej mającym w swoim dorobku trzy nagrody “Grand Prix” Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Łączna sprzedaż jej płyt przekroczyła półtora miliona egzemplarzy a sześć albumów osiągnęło status Złotej Płyty.Kiedyś gdy piosenek Pani Edyty słuchała moja mama, do głowy by mi nie przyszło iż kiedyś ja będę pisał o twórczości Edyty Gepert. Jesienią zawsze ciepło myślę o Portugalii. Fakt dawno mnie tam nie było. Jeśli dobrze pamiętam - to byliśmy tam we trójkę 3 lata temu - Słońce i ja, a babka w brzuchu. Portugalia - jedno z moich miejsc na ziemi. I od pierwszego posłuchania pokochałem tamtejszą muzykę. Fado także. Dziś w klubie muzycznym mamy same świetne płyty. Mariza … Z jej tlenioną fryzurą, gotyckim stylem ubioru i egzotycznymi mozambickim przodkami Mariza jest nową fado - sennego, kawiarnianego bluesa, który stanowi narodową obsesję Portugalii.
Album Marizy “Transparente”(Przezroczysta) z 2005 ukazał się w ponad 35 krajach Europy i Ameryki Łacińskiej oraz w USA, w rodzimej Portugalii zdobywając potrójną platynę. Na początku listopada 2006 do sklepów trafiła płyta Marizy “Concerto em Lisboa”, która w Portugalii zdobyła potrójną platynę w wersji CD i platynę w wersji DVD.
A teraz Mariza przedstawia album “Terra” (”Ziemia”), pierwsze arcydzieło z nowego cyklu. “Terra” to portugalski album nagrany dla Świata.
Artystce na portugalskiej gitarze fado towarzyszy brytyjski gitarzysta Dominic Miller (muzyk współpracujący ze Stingiem od 20 lat), trzech pianistów - Brazylijczyk Ivan Lins i Kubańczycy Chucho Valdes i Ivan “Melon” Lewis, a także hiszpański gitarzysta flamenco Javier Limón i hiszpański perkusjonista Pirana (ulubiony perkusjonista Paco De Lucii). Głos Marizy idealnie się uzupełnia z głosami pochodzącego z Wysp Zielonego Przylądka Tito Parisa oraz afrolatynoskiej Conchy Buiki. Mariza pracowała już z takimi producentami jak Jorge Fernando, Carlos Maria Trindade czy Jacques Morelenbaum, a do produkcji “Terry” wybrała Hiszpana Javiera Limóna, co stanowiło odważny krok. Jednak powstała w efekcie kosmopolityczna mieszanka flamenco, morny, jazzu i folku brzmi niezaprzeczalnie portugalsko; nazwijmy ją więc fado, lub po prostu - Marizą. Płyta jak marzenie - nawet jeśli dotąd nie mieliście odwagi skosztować -to może tym razem się złamiecie? A po trzecie …
Mówi się o niej, że jest “damą z wiecznie pogodną duszą”. Od najmłodszych lat Mystefy była przygotowywana do bycia artystką. Poznawała ona muzyczny świat przez twórczość David’a Bowie’go, którego jak przyznaje wprost uwielbia. Podobne uczucie w stosunku do jej wokalnego talentu zaczyna mieć coraz więcej znanych figur. Pod wrażeniem tej kształtującej się jazzowej diwy był zarówno Ray Davies (lider rockowej legendy lat 60., zespołu The Kinks), Jeff Healey oraz Roger Odell (perkusista funkowej ekipy Shakatak, a zarazem ojciec ikony brytyjskiej sceny klubowej Jimpster’a), z którymi Mystefy współpracowała. Przełomem w jej karierze okazał się koncert w Londynie, w 2004 roku. Od tego momentu należy liczyć początek globalnej kariery tej, pochodzącej z Kolonii a osiadłej na stałe w kanadyjskiej Ottawie, jazzowej wokalistki oraz malarki.Jeśli kiedyś seducho zabiło Wam inaczej po usłyszeniu po raz pierwszy Norah Jones, Diany krall czy Stacey Kent - to Mystefy pokochacie na pewno. Na tej płycie słychać klasyczną kobiecą wokalistykę, ale tez są niespodzianki - gościnny udział Jimmy’ego Sommervill’a w coverze klasyka z repertuaru Deana Martina. I wprawdzie często sam talent to za mało, ale w przypadku Mystefy mamy do czynienia z czymś więcej. Pytanie czy wydawcy uda się dobrze “sprzedać” artystkę. Bez tego ani rusz. Tak - ostatnio jakoś obszerniej rozpisuje się o muzce. W poniedziałek płyty męskie wypadły umiarkowanie - dziś kobiety wypadły świetnie.
Na i jeszcze coś nowego - takie niby DE LUXE - albo suplement kulturalny.

Od ponad 10 tygodni Kuba anonsował mi pewną grę. Coś co pretenduje do miana najlepszej gry roku 2008. Pod każdym względem. Bez agresji, bez zagmatwania, dla wytrawnych graczy i dla tych, którzy lubią odpalić PS3 od czasu do czasu. Little Big Planet to podobno gra wymysłona i zrobiona innowacyjnie - łaćzas w sobie familijnośc, prostotę i nowoczesność. Pojęcia nie mam co to będzie oznaczać w praktyce bo póki co nawet jeszcze nie odfoliowałem opakowania. Przy okazji nie rozumiem, jak to możłiwe że na ponad tydzień przed oficjakna premiera tej gry w Polskce - tak przeczytałem na stornie SONY, gra jest już dostępna w sklepach? Dawno nie sięgałem po książki. Dziś coś coś kojarzy mi się z moim tatą, dorastaniem i takimi tam dawnymi czasami. Głowa Kasandry - wznowienie zakupione wczoraj w Empiku z dziale z fantastyką. Tytułową Głowę Kasandry Gazeta Wyborcza uznała w 2004 roku za jedną z siedmiu najważniejszych światowych dzieł postapokaliptycznych, obok utworów m.in. Jacka Londona, Herberta Wellsa i Stephena Kinga. Wydana pierwszy raz w 1985 roku opowieść o końcu naszego świata, mimo upływu czasu, pozostaje ciągle odkrywcza, a jej wymowa nadal aktualna i przejmująca. Głowa Kasandry przyniosła autorowi nagrodę im. Janusza Zajdla i zaowocowała scenariuszem filmowym, który wkrótce zostanie skierowany do produkcji. Obecne, trzecie wydanie różni się zasadniczo od poprzednich - zostało poprawione i uzupełnione nowymi tekstami. Obok nagrodzonego nagrodą “Fantastyki” opowiadania “Karlgoro, godzina 18.00″ i uhonorowanego Złotą Sepulką “Wynajętego człowieka” zawiera m.in. dotychczas nie publikowaną mikropowieść “Wesele dusz”. I mimo iż dobrze pamiętam o czym to jest - to przeczytam to na pewno - tylko kiedy? A na deser znów muzyka. Kleerup. Szwedzki dj i kobiety. Od ponad roku płyta krąży to tu to tam. W stanach można ją juz od wiosny legalnie kupić - w Europie miejscami też. Polski wydawca najpierw miał to w planie wydawniczym, nagle pozycja z niego zniknęła, pomimo sporego zainteresowania. Dziwne. Pozostaje albo wyklikać sobie w jednym ze sklepów internetowych, lub przegrać lub zorganizowac jakoś tam. Mój egzemplarz dziś dopiero zjawił się za pośrednictwem Poczty Polskiej. Bo ze Szwecji to tak daleko … że przesyłka szła 4 tygodnie … bywa.
październik 15th, 2008

Poczuć się jak inżynier KARWOWSKI to jest dopiero frajda! Kask na głowie, gumowce na nogach i niczym “40 to latek” spacer po błocie pomiędzy rusztowaniami, konstrukcjami z betonu, stali, slalom pomiędzy dźwigami, spychaczami i zastępami robotników. No taki początek czwartku Pana inspektora Marcina.
Tak wiem wiem, nie odnotowałem początku astronomicznej jesieni, nie napisałem o tym i o owym. Tak wyszło. Dużo pracy, dużo spraw ważnych i mniej istotnych i ani się obejrzałem a już czwartek chyli się ku końcowi. Jaki słoneczny i piękny. Od razu złotość jesieni kusi by myśleć o weekendzie rowerowym. Tak zrobimy. Nowa karta CYFRY + wraz z rachunkami zaginęła w torbie listonosza, no to pobrałem nową, klik klik i już aktywna sprawa. No bo jak tu przetrwać bez ulubionych seriali? Jakoś ich mniej w jesiennej ofercie, albo mi się preferencje filmowe zmieniły. Nie mogę już patrzeć na dzieje Mostowiaków. Czwarty sezon PITBULLA dopiero się pisze, 39 i PÓŁ sezon drugi się kręci, losy EKIPY 2 nieznane, FALA ZBRODNI nakręcona, ale jakoś POLSAT nie kwapi się by nadać - pewnie w okresie ramówkowej posuchy u konkurencji czyli od połowy grudnia do połowy lutego wstrzeli się w telewizyjny porządek. Nie ma jak wiedzieć co w trawie piszczy. Schabowy z frytkami ciach, tenisówki, spodenki i pół litra … wody dla sportowców w plecaku - zestaw czwartkowy - czyli fabryka - siatka - fabryka. MDD z prawie samymi nowościami + spory zestaw polskich lekko zapomnianych piosenek. Kilka zdań o niedzielnym plenerze i sporo nowości z PHOTOKINY z której wczoraj wrócił Szymon. I praca praca i jeszcze raz praca. Ale nie narzekam. Lubię to co robię i lubię gdy w perspektywie mam weekend ze Słońcem. Dosłownie i w przenośni. Nie wyobrażam sobie zakończenia sezonu bez objazdowej inspekcji po stałej trasie. Babka dziś rano usłyszawszy, że w sobotę jedziemy rowerami - gotowa była od razu jechać. Póki co mamy etap ponownego uzalezniania od SINLAKU - czasem 3 porcje białej popitki to mało. Nie bardzo pamiętam smak - bo jak powącham to mnie mdli. A babka ledwo się przebudzi - od razu ogłasza - mamo - kasza
.

Koncert DAVIDA GILMOURA na dwóch krążkach cd i dwóch dvd i pięknym opakowaniu. No niby nic nowego - ale jednak nowego. Bo są ekstrasy i smaczki. Bo w tym zestawie gra R.Wright, który 15 września przeniósł się na innej muzycznej przestrzeni. Więc takiego zestawu już nigdy więcej nie usłyszymy na żywo. Orkiestra pod dyrekcją Zbigniewa Preisnera i widowisko pierwszej jakości. Raczej wolę wersję audio - oglądanie koncertów średnio mnie wciąga, ale może kiedyś mi się odmieni? Dla dzieciaków i rodziców mam dziś super płytę - z wierszami Jana Brzechwy w wykonaniu rockowych KILLERSÓW. Nieco sam mam dość piosenek dziecięcych w postaci tekst + kiepska muzyka grana na jakimś tanim klawiszu. Dzieciaki uwielbiają składanki MINI MINI, ale gdy Kalina poznała MAŁE VU VU czy piosenki FASOLEK to jakoś bardziej polubiła te utwory. KILLERSÓW jeszcze nie testowałem, ale zrobię to w weekend, przy okazji drugi egzeplarz podrzucę na przedszkola by dzieciaki miały przy czym się bawić - polecam i dla dużych i małych. A po trzecie wynalazek z klubu płyt trudno dostępnych - czyli MICHAŁ ŻEBROWSKI i kobiety. Prawda jest taka, że ten projekt ma tak niefajne kulisy finansowe iż stał się pwodem dozgonnej nienawiści pomiędzy artystami, mandzerami i prywatnymi sprawami tych i owych. A pomysł był świetny. One takie niewinne i czarujące i on - zimny ale romantyczny. Fajnie było mi wrócić do tej płyty. Wam też polecam. No to do usłyszenia i przeczytania.
wrzesień 25th, 2008
include("adsense.php"); ?>
Previous Posts