include("adsense.php"); ?>
InsertAdvert($FrontIndentFormat);?>

Kilka dni temu jeszcze ten żuraw dumnie stał znacząc miejsce kolejnej inwestycji mieszkaniowej. Był i zniknął - znaczy inwestycja ma się ku końcowi. Moje ukochane Boernerowo opornie i powoli, ale jednak zaczyna się coraz bardziej zaludniać. Znaczy - będzie więcej rowerów w moim ukochanym skraju Kampinosu, trudniej będzie jechać Radiową, do tego wyczytałem w jednej z weekendowych gazet, że jakiś debil z powodu budowy trasy S8, posytanowił że zamiast przełożyć tory “dwudziestki” - łatwiej będzie tę malownicza linię zlikwidować. Mam nadzieję, że to jakaś pomyłkowa decyzja i linię, którą już kilkukrotnie chciano zlikwidować, jednak to nie spotka. Na wszelki wypadek chcę poświęcić jeden z lipcowych dni i zrobić solidne jej foto archiwum. Dzień na linii - od świtu czyli od pierwszego kursu - do ostatniego rozkładowego odjazdu. Dla kogoś może wydac się to głupim pomysłem na dzień. Nie szkodzi. Dla mnie to bardzo ciekawa fotograficzna przygoda. Pozostając przy tamwajach - dziś jechałem 36 tką w stronę centrum. Obok mnie siedziały dwie bardzo eleganckie starsze Pani i trajkotały o życiu na emeryturze, o lekarskich wizytach i o tym jak to im na starość jest. Pomyślałem sobie chyba pierwszy raz o pogodnej starości pozytywnie. Że zakładając, że po pierwsze płacę na ZUS, na filar dodatkowy i jeszcze dodatkowy z własnej woli i jeszcze ciułam - to jest cień szansy, że mój rachunek na starość będzie co miesiąc zasilała kwota przekraczająca średnią krajową emeryturę i nie będę musiał dziadować. Że będę miał czas na książki, których nie przeczytałem, że posłucham po raz drugi i trzeci płyt, które postanowiłem sobie w kolekcji mieć. Właśnie na czas - gdy będę miał go dużo dla siebie. Że będę mógł cieszyć oczy widokiem czerwcowego świtu, znajdę czas na radość porannej kawy i jej pięknego zapachu, na staranne oddzielenie szypułek od owocu truskawkowego, na ulubione seriale i na pielęgnowanie kwiatów za oknem. Że nie będę musiał tolerować miernot i lizusów. Bo wtedy już w zasadzie niewiele będę musiał. Po dziurki w nosie mam widoku pewnych ludzi, zakochanych w swojej bezczelności i pewności swego twarzach. Bo jakie znaczenie będzie to miało? Już nikt mi nic nie każe, nie będę musiał tańczyć do nie moich melodyjek. Zazdrość jest mi uczuciem rzadkim, ale przyznam że zazdroszczę pewnym ludziom odwagi w podejmowaniu pewnych decyzji. Nie boję się ryzyka wynikającego z doświadczenia i wiary w swoje postanowienia. Gardzę ryzykiem bez sensu. Bo co to za sztuka gnać przez centrum Warszawy 250 na godzinę motorem o 3 w nocy. Bo po co? Żeby sprawdzić czy się uda przyżyć, czy nie? “Rosyjska ruletka” jest z założenia grą dla tych którzy życia nie kochają. Ja kocham i doceniam jego sens. Sens każdego z siedmiu, które podobno każdy człowiek przeżywa. Połowa czerwca to ostatni wysyp nowych płyt przed wakacyjnym czasem zastoju. Jutro dostrą do mnie dwie bardzo wyczekiwane. Ale o nich będzie jeszcze czas by napisać. Dziś mam “groch z kapustą”

FORMACJA NIEŻYWYCH SCHABUFF - zawsze lubiłem pastelowe melodie i bajkowe teksty. Z jednym wyjątkiem - Lato - ten gniot traktuję jako wypadek przy pracy. Nowa płyta - jest taka jaką po FNS można było sie spodziewać. Po prostu - dobrze, że jest. Dalej składanka z filmu. Bardzo dobrze skrojona ścieżka dźwiękowa składająca się z piosenek. To mało? To bardzo dużo! Po trzecie wymiksowana KAPELA ZE WSI WARSZAWA - nie bardzo mnie rusza ich twórczość, ale po remiksach - materiał brzmi genialnie - mniam mniam. A skoro kulinarnie to deserowo - drinki z parasaolką, plaża, słońce, szum fal i lato. Czasem nie warto się opierać i dać się ponieść muzyce więcej niż płytkiej. Muzyczne lody na patyku, o których po urlopie zapomnimy, no chyba że jakaś stacja radiowa będzie miała słabo ustawione rotacje i pewne nagrania nie trafią do kosza,a zamiast tego będą zapełniać rotacje “reccurent” czy coś takiego.
czerwiec 11th, 2008
Każdy wraz z nadchodzącą wiosną myśli mniej lub bardziej o tym czy ma się z czego odchudzić, albo gdzie przybrać na wadze, może zmienić fryzurę, albo wybrać się z 10 razy na solar i strzaskać się na mahoń. Kilka lat temu udało mi sie z wagi trzycyfrowej zejść do wagi dwucyfrowej. Jak teraz sięgam pamięcią to jakoś nawet nie było to wysiłkiem heroicznym. Postanowiłem i wykonałem. Minęło jeśli pamięć mnie nie myli pięc lat. W tym czasie mniej więcej wagę trzymałem w ryzach. No to w tym roku postanowiłem zrzucić jeszcze trochę. Od pierwszego marca zjechałem 5 kilo, w kwietniu planuję jeszcze dwa w dół i tyle samo w maju. Jak to co postanowione wykonam - osiągnę wagę optymalną. Czyli tyle ile ważyć powinien facet w moim wieku i mojego wzrostu. Liczę już dni od rodzinnego odpalenia sezonu rowerowego. Prognoza długoterminowa jeżeli dobrze pamiętam - weekend 12-13 kwietnia zapowiadała więcej niż optymistycznie. Rzecz jasna pogodę z dużą dozą pewności to można przepowiadać na jutro. Pewnie pamiętacie jak pod koniec lutego i “ZUBI” i “KRET” zapewniali iż zima już poszła spać. No i potem było jak było.
Oglądałem dziś uważnie na żywo relację z oficjanej konferencji komisji badającej sprawę wypadku CASY ze stycznia tego roku. Szok to lekko napisane. Tyle błędów jakie popełniła załoga i kontrola lotniska wydaje się niemożliwym w jednym czasie i miejscu. A jednak. Historia wypadków lotniczych prowadzi po raz kolejny do wniosku, że najbardziej zawodny jest czynnik ludzki. Rutyna i wiara wynikajaca z pewnych nawyków - jak widać prowadzi do takich tragedii. W głowie mi się nie mieści jak możliwym jest by kontroler podawał wysokość w metrach, a załoga traktowała to jako wartości w stopach (nomen omen wartość wysokości podawana jest w stopach na całym świecie), więc wystarczyłoby być może by kontroler mówił że 800 metrów a nie 800 i już. Ale bez sensu są teraz takie dywagacje. Stało się, znamy już faktyczne przyczyny. Nauczka na przyszłość.

Muzyki, którą chciałbym polecić - ba nawet użyć lekkiej persfazji i skłonić Was do kupienia mam aż za dużo. Po pierwsze składanka, któa miała sie ukazać rok temu. Czuję się jej spiritus momentus w pewnym sensie - bo to taki nasz wspólny pomysł - Wojtka, Darka i mój. Tango jako myśl i co z tego wynika. Za 44 złote w Merlinie można mieć podwójny świetnie skrojony zestaw muzyki ponadczasowej. Pięknie wydana, fenomenalnie brzmiąca - pozycja OBOWIĄZKOWA. Po drugie coś z BLU NOTE - TRAINCHA z piosenkami mistrza kompozycji. Miód na serce po stresującym dniu. Dalej nowość - hmm więcej … przed premierą, bo ta na koniec kwietnia - MARI BOINE - jak się raz zakochacie w jej głosie to umarł w butach. A na deser nowy MOBY. Pierwsze recenzje były dla mnie niepokojące … że tanecznie, bitowo i jakoś tam dziwnie. Posłuchałem. Owszem jest inaczej. Ale mi pasuje. Jutro z rana idę na przegląd samego siebie, no a potem jak to we czwartek. Niby długie grzanie stołka w fabryce, a i tak zawsze na coś zabraknie czasu. Jutro jak się uda znów chciałbym coś napisać o muzyce … o nowej płycie STACHURSKIEGO też 
kwiecień 2nd, 2008
Czy nie mieliście ostatnio w głowie spostrzeżenia dotyczącego wydajności swojego domowego łącza internetowego? Jeszcze niedawno neostrada w opcji 512 w zupełności mi wystarczyła. Wszystko co było mi potrzebne do cyber szczęścia - taka przepustowość zapewniała. Ale jakoś ostatnio widzę, że strony w sieci “przytyły” nasze domowe komputery regularnie pobierają jakieś uaktualnienia, maile tez jakieś obszerniejsze. Słowem czas chyba na podniesienie transferu. Nie mam jeszcze pojęcia czy nadal współpraca z TP SA to jedyna słuszna droga, ale grzechem byłoby napisać, że kiedykolwiek NEOSTRADA mnie zawiodła. Otóż nigdy. Owszem, kontakt w ichnią BŁĘKITNĄ LINIĄ przypomina troche rozmowę o lotach w kosmos z kimś, kto nie umie zmienić żarówki. Ale to już czynnik ludzki - a ten w Polsce jest jaki jest.
Dopiero co z większości domów poznikały ostatnie świąteczne akcenty, a już nadchodzą Walentynki - czyli kolejne święto handlowców, a za rogiem stoi juz wielkanoc. A to jest oznaką wiosny. Nie moge się doczekać na ostatnie dni marca, a może bardziej na pierwsze dni kwietnia, gdy zacznie się zielenić. Ale jest to genialna perspektywa! I w zawiązku z tym nie jestem już dziś w stanie niczego więcej napisać
.
styczeń 29th, 2008