Archive forKwiecień, 2007
include("adsense.php"); ?>
InsertAdvert($FrontIndentFormat);?>
Zaczęło się… Nie mogę się powstrzymać od tego, aby nie wleźć na kamień i nie łapać poranno-południowego słońca na grzbiet, niczym olbrzymi gad będący isotą jakże zmiennocieplną… Hmmm, to chyba kolejny powód by znaleźć sobie jakieś zajęcie w gronie innych zjadaczy chleba… Niezdrowe to poczynanie bowiem i rakiem skóry może się skończyć. I tak po słonecznej kąpieli swej nastąpiła ostra zmiana planu tygodnia i dnia pani kasi, mająca na celu szumne rozpoczęcie przygotowań do dłuuuugiego weekendu. Plan zmodyfikowano uwzględniając wylegiwanie się słoneczne naturalnie
. Mniejsza o szczegóły (bo to jakby moja bardzo prywatna sprawa jak ja to sobie organizuje, żeby tak miło i przytulnie było naszej trójce).
Towarzystwo babki jakoś się rozpełzło i nikogo znajomego nie widać, więc po spaniu trzeba udać się w jakieś przytulne miejsce, w celu zapewnienia dostatecznych mocy wrażeń babuszce. Rowery niby w planie popołudniowym występują, ale wyprawa czterokołowcem może też znajdzie swoje miejsce w atrakcjach. Hm, no naprawdę! – po kumplach z piaskownicy ślad zaginął, pewnie pojechali do dziadzia. Takim to dobrze. Babka niestety żadnego dziadzia nie posiada…
Z nowości rozterkowych: pojawiła się jedna opcja rozterkowa, jedna ale za to całkiem konkretna. Otóż na zbliżającą się okazję muszę skombinować pasujący ubiór. AH! No i zaczyna to spędzać mi sen z oczu. Przyczyna jest dość jasna – nie wiem w co wypada przywdziać ciało swe by dobrze wypaść w sforze bawiących się ludków. Hm, na takie okazje to ja nie często się wybieram a jak ostatnio byłam to miałam problem z głowy – byłam główną atrakcją wraz z Martinem i ubraliśmy się tak jak nam było wygodnie aby nie zesztywnieć zupełnie przy publicznym obrączkowaniu jakże kochających się rączek swych. A teraz, ciężka sprawa, zero koncepcji….
idę pomyśleć…
Kwiecień 25th, 2007
no dobra jestem – zjawa internetowa wyłoniła się nagle…
czekam na pewne spotkanie z wielkim zainteresowaniem i lekkim zniecierpliwieniem również. Ktoś się ukrył przede mną na parę lat i oto nastanie najwyższy czas audiencji…
hm, lato coś mi się spłoszyło i chowa się gdzieć po kątach wyglądając tylko czasem zza chmurki…
wobec tego – trza coś począć ze sobą – więc udam się nabyć już dawno temu wypatrzoną torbę wersje mini, co by męża na duchu podnieść kolejnym zwiększeniem się ilości w kolekcji
)))
tia… no co tu pisać panie?…, jak nic się nie dzieje. Na podwórku zauważyłam lekki wyzysk, tudzież zwietrzenie niezłego interesu przez naszego osiedlowego Anioła. Otóż ów Anioł – sam niewyglądając zbyt normalnie i świeżo – najął do pracy paru chłopków, którzy nie tak dawno temu wygrali dzielnicową wojnę o nasz jakże dobrobytny kosz na odpady pospólstwa osiedlowego. Wiadomo przeca co to za goście, ale co tu psioczyć jak porządek jest!, nie syfi! a nawet widząc ich w pozycji jakby nieco bardziej horyzontalnej krzyczą z daleka:BRY PANI zawsze przy próbie zdjęcia nakrycia głowy dodajmy. Tak więc panowie – a właściwie jeden (oddelegowany przez grono czy jak?) kosi trawę, rwie chwasty, zamiata i wszelkie różności robi, a Anioł tylko wymienia poglądy z resztą patrzącej brygady zacierając ręce, że całkiem sprawnie mu robota idzie…
Tak to się kombinuje, co tu kryć? Anioł najwyrażniej ma zadatki na kadrę kierowniczą rodem z PRL…
Kwiecień 20th, 2007
Święta za nami a ja już odliczam czas do kolejnej przerwy w życiu zawodowym Kota, coby można było ją tak miło spędzić jak ostatnią
Tylko słońca do rowerów i spacerów zabrakło ale poza tym było cu-do-wnie!!!!
Babka odkrywa nieświadomie świat koszmarów, czym zmartwiła swoich rodziców okrutnie. Biedna myszka nie wie o co chodzi i trudno jej jakoś pomóc skoro etap racjonalnego tłumacznia takich zjawisk jeszcze przed nami. Coś pewnej nocy ostro jej weszło w głowę, bo biedna nie mogła spać spokojnie, ale rodzinnie jakoś daliśmy sobie ze wszystkim radę.
Dzisiaj poczyniłam postępy co do szybkiego powrotu do diety wyposażając męża w wałówkę do pracy, tak aby wszelkie ciasta nie kusiły i nie stały się kolejną z przyczyn postępującej rozpusty
A co! niech się poszerza gawieć radiowców albo otchłań radiowych koszów na odpady
)) Zatem centrum słodkości świątecznych opustoszało cudownym sposobem dobrotliwego podzielenia się. No dobra… przyznam - mazurka mamy opędzlowałam sama na śniadanie nie zostawiając Marcinowi nawet okruszka i prawie wylizując talerz, po czym postanowiłam od zaraz zacisnąć pasa i strzelić w porze sapania babki podwójną serię brzuszków.
Hmm… Deszcz chlupie za oknem, ociekają nim nasze rumaki, baba zakończyła łóżeczkową pogwawędkę z hefalumpem…,
nie ma co się oszukiwać – czas na pierwszą serię gimnastyki
ciao!
Kwiecień 10th, 2007
include("adsense.php"); ?>
Previous Posts