include("adsense.php"); ?>
InsertAdvert($FrontIndentFormat);?>
Bynajmniej nie szkolnego
. No tak święta pozostały wspomnieniem tak samo jak dobre czasy małego człowieka, któremu nie dokuczają wychodzące zęby. Hm… Sylwester czeka nas pewnie ciężki. Wypadzik do legio, żeby pojeść, popić i pośmiać się w gronie sześcioosobowym plus dziatwa zawsze lepsze niż siedzenie w domu. Chociaż zastanawiałam się nad tym szczególnie po dzisiejszym poranku kiedy to babka miała ostry atak smutku i marudka co przerodziło się w skowyt straszliwy i niekrótkotrwały a pragnę przypomnieć - nie spotyka Nas to często więc tym bardziej wydaje się tragicznym, szczególnie kiedy przeistacza się w ostry atak histerii. No źle trafiliśmy z tym pokutowaniem za tworzący się garnitur zębów ale widać tak miało być. Nie mogło być tak do końca cudownie
Pozostałe tematy nie uległy żadnym zmianom. Więc nie ma już co pisać…
Idę zrobić naleśniory bo coś chodzą mi po głowie strasznie.
Grudzień 30th, 2006
No to po świętach. W miłej atmosferze rodzinnej z wielkim smutkiem rozstania z mężem za sprawą choróbska na szczęście na niezbyt długą chwilę. Dodatkowo wydarzyło się WIELE. Wiele się dowiedziałam rzeczy, których byłam nieświadoma, starając się robić wszystko tak aby nie spotkało mnie nic takiego co właśnie miało miejsce w drugi dzień świąt tego roku. Hm… Jestem bogatsza o pewne doświadczenia rodzinne…
A mianowicie doświadczyłam olśnienia, że moja teściowa ma o mnie wyrobione dosyć jasno, niezbyt jasne zdanie o mnie. Jestem tą złą, która zabrała synka i zmieniła tak, że jest diabłem wcielonym. Jej zdaniem moje życie polega na tym, aby łopatą kłaść do głowy Marcina, że jedyna słuszna i fajna jest moja rodzina. No brednie takie jakich mało. Ale nic na to nie poradzę. Kobieta wyraźnie ma problem z odcięciem pępowiny. I nagle okazało się, że ja wypadłam sroce z pod ogona, że nic nie mam obrastam w piórka a mąż mój się zarzyna, żebym mogła rozbijać się furami, nosić diamenty i mieszkać w wielkim domu. No i świetnie. Szkoda tylko, że nie zauważy, że sprawia mu przyjemność dawanie bezpieczenstwa psychicznego i materialnego swojej nowo założonej rodzinie. Mało tego, nie jest świadoma, iż kosztuje go wiele trudu uśmiechanie się do osób, które mają wypaczone zdanie na temat wielkości jego zarobków, poglądów na życie i wartości, którymi się kieruje i które chce przekazać swojemu dziecku.
Matka jest tylko jedna i należy o nią dbać, bo jest się niebyle jaką jej częścią. Ale! Jak wiadomo matka nie da skrzywdzić nigdy swojego dziecka, i da mu wszystko łącznie z ostatnimi dziurawymi skarpetami, żeby tylko mu było choćby troszkę lepiej. Dziecko niczego nie oczekuje od matki prócz zrozumienia, które niestety w tym przypadku nie następuje. Zapomniała bawiem rodzicielka, że czasami należałoby pochwalić pierworodnego za coś, podziękować za coś co robi dla niej nie mając w tym żadnego interesu. Bo jakby nie patrzeć wiele z jego działań nie jest docenianych w ogóle. Nigdy nie patrzył na to z tej strony sądząc, że tak jest i jest to normalne. Ale to nie ja lecz obserwacja relacji w mojej rodzinie uzmysłowiły mu, że chyba nie jest to takie normalne jak sie wydawało. Bo widzi, że normalnie rodzice zdają sobie sprawę z tego, że dzieci mając własne rodziny podejmują ważne i mniej ważne decyzje sami. Że tak samo jak rodzice pewnych rzeczy nie mówią, nie pokazują swoim dzieciom tak dorosłe dzieci nie mają takiego obowiązku wobec swoich rodziców. No należałoby w końcu zrozumieć, że jak dziecko zakłada rodzinę to matka pozostaje matką a nie pławi się w roli nadrzędnej najlepiej żony i mentora według którego zasad będzie sobie układał plan na życie i skrzęnie nanosił nieustannie poprawki na pojawiające się zachcianki matki. Dodajmy takiej, która przyjmuje przeważnie postawę wyłącznie roszczeniową z racji zajmowanego stanowiska w hierarchi rodzinnej.
Szkoda, że ta jedna z dwustu daje szczęście nie jej ale jemu i to jest największym problemem całej tej rodzinności.
Bo jeśli ktoś nie ułożył sobie nigdy normalnego życia i starał się zawsze odnaleźć namiastkę szczęścia kosztem innych to nie koniecznie jego dziecko musi powielać ten schemat – już się napatrzyło i nie bardzo podoba mu się zostać na koniec w takiej samej sytuacji…
Mimo tego, że nie jest to łatwe i wymaga wielu wyrzeczeń to warto pracować nad poprawną ewolucją uczuć bo…
Kochać trzeba umieć…
Grudzień 27th, 2006
Hm… jeszcze tylko sernik - nie przepracowuję się kulinarnie w te święta, bo po co? porządki na szczęście całkowicie zakończone z dosyć zadawalającym efektem końcowym.
Mój brak humoru powoduje oczywiście wiadoma przypadłość kobiet, która co by nie mówić, nie jest mym ulubionym momentem w miesiącu. Eh…
Chojna pięęęęęęęęknie została przeze mnie udekorowana (mąż powiesił za 3 ozdoby i twierdzi że ubierał
). No i stoi jednak na podłodze ażeby babka miała bliższy kontakt z naturą jak i z ozdobami, które cudownie zdejmuje się z gałązek odpowiednio poruszając przegubami
I tylko prezenty Mikołaj jeszcze podrzuci do zapakowania bo powiedział, że w tym roku jest zarobiony i nie da rady jeszcze bawić się w pakowacza
Więc czekamy z papierem w rękach….
Grudzień 23rd, 2006