Strona Marcina http://sobesto.pl/marcin Internetowy dziennik Marcina Sobesto Mon, 19 Mar 2012 13:17:20 +0000 en hourly 1 http://wordpress.org/?v=3.3.1 Ostatni dzień astronomicznej zimy – sezonu 2011/2012 http://sobesto.pl/marcin/2012/03/ostatni-dzien-atronomicznej-zimy-sezonu-20112012/ http://sobesto.pl/marcin/2012/03/ostatni-dzien-atronomicznej-zimy-sezonu-20112012/#comments Mon, 19 Mar 2012 12:00:14 +0000 Marcin http://sobesto.pl/marcin/?p=1337 Dlaczego dopiero dziś? Nie miałem wewnętrznej potrzeby napisania niczego, co wydawałoby mi się ciekawe na dłużej, niż kilka sekund jakie zajmuje nam sprawdzenie statusu znajomych na FB. Ale i tam liczba osób, które widzą naszą aktywność mocno się ograniczyła. Pisałem o tym poprzednio. Mówienie czy pisanie prawdy jest niczym katarsis, ale z drugiej strony nawet gdy ktoś zapewnia, że rozumie, to najczęściej nie rozumie. Szczerość jest niewygodna. W połowie lutego miałem kolejne tego dowody. W pewnym sensie nieco nam się musiała zmienić optyka. Po pierwsze jestem przekonany, że gdy nie identyfikujesz się z większością, to jesteś w mniejszości i nie masz racji. I nawet gdy większość wie, że w tym co mówisz jest sporo racjonalnych prawd, to głupio się stawiać poza mainstreamem towarzyskim. No dobrze. Mimo wszystko mam pewność, że większość ludzi nie chce sobie zadawać trudu myślenia i trzeźwej oceny. Wygodniej jest kołysać się w oceanie pozorów i fałszywych gestów be pokrycia. Jesteśmy tylko tym, czym inny chcą nas widzieć. Gdy łamiemy ten dogmat i realny wizerunek odbiega od tego, który jest pożądany, dość szybko zmienia się optyka. Czy to porażka? Nie skądże. To fakt. Chyba dla mnie oczywisty od zawsze. Wydaje mi się, że zawsze miałem kłopot z mówieniem prawdy. A raczej mówieniem nie-prawdy. Spijanie sobie z dziubków i klepanie po pleckach, wchodzenie w tyłki w celu wyłącznie budowaniu fikcyjnego obrazu kogoś kim się nie jest – to nie jest moja bajka. Ceną za to jest bycie swego rodzaju zakładnikiem pewnego pojęcia prawdy i obiektywizmu. To, że o tym piszę to z jednej strony jednak pewien moralniak, ale też weryfikacja – czy warto? I nie mam tu prostej odpowiedzi. Kompromis jest w takiej sytuacji jak za ciasne spodnie. Niby da się w nich chodzić, ale po całym dniu człowiek marzy tylko o tym by je zdjąć.
Do kompletu doszła nam kwestia równania z dwiema niewiadomymi. Gdy strona X potrzebuje czegoś – to dla niej oczywistym jest, iż ma to od ręki. Kogoś kto jest lojalny traktuje się po królewsku. To dobra handlowa zasada. Gdy nagle rola się odwraca – zapada tajemnicza cisza. Na maile odpowiedzi brak. Odebranie telefonu to też bolesny obowiązek. Gdy pojawia się trudny temat – większość ludzi wykłada się jak dziecko na lodzie. To nie jest kwestia odwagi. To kwestia klasy. A dokładniej jej braku. Mimo skończenia kilku klas. Brak dialogu to główny powód naszej polskiej zaściankowości. Nie umiemy pytać, prosić, odpowiadać. Nie chcemy poruszać niewygodnych tematów. Łatwiej zerwać z chłopakiem poprzez smsa, niż z nim porozmawiać.
Jutro astronomiczna wiosna. Porządki w parku rowerowym. 20′ dla Kaliny. Specialized. Rowery po przeglądzie. Motocykl też. Wróciłem do audycji fotograficznej. Brakowało mi tego. Bez Szymona, Radka i Pawła. Ten etap to już czas przeszły. Fajny czas. Dużo się nauczyłem. Fotografowanie to dla mnie hobby. Nie czułem i nie czuję się niczym więcej niż fotograficznym amatorem. Ale cieszy mnie, gdy czytam jak coś można zrobić lepiej i w miarę to rozumiem. Lustrzanka coraz mniej mnie kusi. Bezlusterkowce pełną parą. Wiosna 2012 – czas zapisać Kalinę do szkoły. Ale to szybko leci.
Pin ma 3 nowe częstotliwości. Wreszcie Trójmiasto, a także Bydgoszcz i Kraków. To już bardzo duża radiowa fabryka.

]]>
http://sobesto.pl/marcin/2012/03/ostatni-dzien-atronomicznej-zimy-sezonu-20112012/feed/ 0
Wygoda … Travel :) http://sobesto.pl/marcin/2012/02/wygoda-travel/ http://sobesto.pl/marcin/2012/02/wygoda-travel/#comments Wed, 01 Feb 2012 15:28:51 +0000 Marcin http://sobesto.pl/marcin/?p=1333 Czułem, że jest coraz bliżej do momentu, gdy pisanie na swojej stronie stanie się czymś sporadycznym. Wiele w tym zasługi „osi czasu” na FB, która to stała się bardzo wygodnym narzędziem w komunikacji z tymi, z którymi mam na to ochotę. Krótko i adekwatnie do teraźniejszości. Już dawno temu dziennik stał się tylko małym dodatkiem do obrazków w galerii. I chyba to będzie tendencja postępująca. Ale … nie wszystko chcę jednak powierzyć FB i pomyślałem, że skoro i tak jest domena – to niech coś na niej się dzieje. Cały styczeń przefrunął mi w oka mgnieniu. Sporo nowych celów w życiu jednym i drugim. W połowie stycznia mniej więcej mogłem zweryfikować postanowienia vs. zarys okoliczności. Kilka raptem punktów, ale jakże zależnych od tzw. otoczenia rynkowego. W międzyczasie zimowe radości w Dolomitach. Tanio nie było. Wyprawa narciarska to jest wyzwanie. Warte każdej ceny. Choć nie zawsze da się to zrobić – to warto przynajmniej się postarać. Śniegu nie brakowało, ale … brakowało codziennych opadów. Białe drzewa, kilka centymetrów codziennej dostawy bardzo zmienia barwę powietrza i melodię powietrza. Ja to czuję, widzę i słyszę. Narty w słońcu to jest to. I tego się trzymam. Spełniła się też niczym przepowiednia weryfikacja relacji.
Przy okazji intensywnych mrozów powrócił pewien subtelny zapach. Pamiętam go z czasów podróży wagonami sypialnymi do Bielska. Z czasów gdy ogrzewanie takich wagonów było na koks węglowy. Zapach tak wyrazisty i niezapomniany, że pomylić go z czymkolwiek innym nie sposób. Wczoraj znów go poczułem. Są jeszcze jak czuć – miejsca gdzie ludzie nadal tak się dogrzewają. Suma sumarum – to miłe wspomnienie. Tak samo jak radiowe wspomnienia. Nieco już zakurzona książka – bo mająca 7 lat. Radio Gdańsk. Piękne wspomnienia.
Pisać, nie pisać? Od czasu do czasu. Więcej i częściej? Raczej na FB… do czasu aż nie pojawi się nowe – jeszcze bardziej totalne miejsce.
ps. zrobiłem swoją drogę sporo porządków na FB. Opcje ustawiania prywatności są coraz bardziej dopracowane.

]]>
http://sobesto.pl/marcin/2012/02/wygoda-travel/feed/ 2
Plus … jeden http://sobesto.pl/marcin/2011/12/plus-jeden/ http://sobesto.pl/marcin/2011/12/plus-jeden/#comments Thu, 29 Dec 2011 13:44:54 +0000 Marcin http://sobesto.pl/marcin/?p=1332 Druga połowa grudnia to dziwny czas. Najpierw czekamy na święta, potem pierwszego dnia po nich, idąc do pracy czujemy się jakoś dziwnie. Zjawia się dzień drugi po, a trzeciego już znów coś się zbliża. O ile nie jest to żadne wydarzenie z gatunku chwil doniosłych, o tyle dla wielu osób jest niczym gruba kreska. Umowna jak zima w kalendarzu. Ale … jest jakoś inaczej. Nawet w pracy jakoś wszyscy mają więcej odwagi i przez chwilę nie muszą udawać że pracują i nie muszę choć przez chwilę prowadzić w gry przekonujące o przydatności lub nie. Czytam najnowszy numer WPROST i co artykuł to jest co czytać. Jakże fajnie o upływającym czasie opowiada Dorota Wellman. Nie czytaliście? Warto się skusić. Tomek Lis robi bardzo dobry tygodnik. W minione Święta zajrzałem do prawie każdego. WPROST i POLITYKA. Reszta została bardzo daleko w tyle. Klakierzy PiSu stracili wiatr w żaglach i wydają się być coraz bardziej świadomi tego gdzie ich miejsce. Mam nadzieję, że 2012 rok będzie potwierdzeniem, że mimo iż boli – to wędrujemy w dobrą stronę. Wiele zależy od nas. Tak – musimy wszyscy więcej wydawać, a zarabiamy co najwyżej tyle samo. Patrząc na świąteczne wydatki, na tłumy ludzi na wyprzedażach po świątecznych, odnoszę wrażenie, że może racjonalniej wydajemy to co mamy. Jakoś bardziej spokojnie patrzę na stojący za progiem 2012 rok. 12 miesięcy temu zadawaliśmy sobie pytanie – czy będzie do góry czy w dół. Dziś wiemy mniej więcej czego można się spodziewać. To daje pewien malutki margines. Aby nie wydziwiać i nie pisać banałów – czas postawić kropkę.

]]>
http://sobesto.pl/marcin/2011/12/plus-jeden/feed/ 0
Czwarty Czwartek http://sobesto.pl/marcin/2011/12/czwarty-czwartek/ http://sobesto.pl/marcin/2011/12/czwarty-czwartek/#comments Thu, 22 Dec 2011 15:11:12 +0000 Marcin http://sobesto.pl/marcin/?p=1328 Coraz częściej dobrze pamiętam co było kiedyś, gorzej z tym co było wczoraj – a po 40 tce to już jest prawie tak, że dziś urodziny, a jutro kolejne. Więc to Słońce mi przypomniało, że to co znów mnie dopadło – rok temu też się działo. Jakoś kręci mi się w głowie. Nie jakoś dramatycznie, ale chwilami dokuczliwie. I dwa lata temu też tak było. Listopad/ grudzień. Jakoś w ten czas. To chyba kwestia światła. Jego braku. Ale dziś mieliśmy najdłuższą noc w roku i od jutro dnia zacznie przybywać. I jakże fajnie powiedzieć – już znacznie bliżej niż dalej do wiosny. Mega dobra wiadomość. Za dwa dni Wigilia. No więc mamy te kompletnie dwa zwariowane dni. Wszystkim trudno uwierzyć, że mamy kryzys. Kupić coś w galerii handlowej, czy sklepie wielkopowierzchniowym – bezcenna i darmowa szkoła przetrwania. 200 osób w kolejce po karpie w promocyjnej cenie 10.99 dziś przypomniały mi wojnę Polsko – Polską o krzyż. Jestem bardziej niż pewnym, że 90 % kolejkowiczów to Ci sami ludzi, co tłukli się pod krzyżem. Karp z patelni dobry jest. Ale za jaką cenę? Wolę bez promocji i bez wojny.
Co roku jakieś 10 dni przed Świętami zaczyna się czas prezentów firmowych. Firma A śle dobre słowo i fanty do przyjaciół, klientów i tych którzy na to zasłużyli. Przypominam sobie szczególnie 2008 rok. Było kilka takich dni, gdy nie byłem w stanie zabrać się na raz z podarunkami do samochodu. Kolekcja win wtedy była niczym w dobrym sklepie. Kalendarze i kosze. Płyty, filmy i pachnidła. Stosy kartek i tony maili. O tyle w 2011 roku widzę, że jest inaczej. Prezenty są bardziej przemyślane. Trafiają od tych którzy bezpośrednio pracują z obdarowywanymi. I to wydaje się bardziej miłe i szczere. Kartki z życzeniami to już wydarzenie. Za to ilość życzeń w postaci kartek elektronicznych jest nie do ogarnięcia. Takie czasy. Gdy ktoś robi to nie umiejętnie to myślę sobie, że chciał szybko i łatwo być miłym. Ale szybko i łatwo to znaczy odfajkować. Ale są też życzenia bez obrazków, za to napisane imiennie. …marcinie …chciałabym … To jest miłe. Od soboty zacznie się koszmar życzeń smsowych. W tym roku chyb będę ich autorom odpisywał niczym auto – responder : Dziękuję. Proszę wykasować mój numer ze swoich kontaktów. Nie toleruję i nie potrafię mimo wielu prób zaakceptować takiej formy. Przepraszam z góry.
Nie narzekać, nie ma to sensu. Cieszyć się życiem. Wypadniętym pierwszym zębem Kali, ubieraniem sosny, wspólnym byciem razem i chwilą gdy pęd na moment ustaje. Lubię ten czas. Dziś Muzyka Dla Dorosłych w wydaniu XL. W klimacie przed – świątecznym. Najmłodsi w pierwszej godzinie, a potem … potem zobaczymy. Państwo przy czarowaniu potraw, przy poszukiwaniu stojaka na choinkę – bo przecież był w zeszłym roku, więc musi gdzieś być, poszukiwanie klejącej taśmy dwustronnej, kolorowego papieru, a może czas powrotu z zakupów. Gdyby komuś było po drodze i miał ochotę powiedzieć coś miłego przez Radio – zapraszam po 22 giej na Pl.Inwalidów. Choć może być niełatwo zdobyć naszą siedzibę :) . Dziś gramy do północy, bo po 10 godzinach wrócić do Państwa radio – słuchaczy w ostatnim przed świętami – przed i popołudniu w Pinie.
Tak czy inaczej lubię ten czas. Nawet jak w głowie się nieco kręci.

]]>
http://sobesto.pl/marcin/2011/12/czwarty-czwartek/feed/ 1
Linia podziału http://sobesto.pl/marcin/2011/12/linia-podzialu/ http://sobesto.pl/marcin/2011/12/linia-podzialu/#comments Thu, 15 Dec 2011 17:28:58 +0000 Marcin http://sobesto.pl/marcin/?p=1324 Ostatnie „Jasełka” w przedszkolu. Każdy występ dzieciaków to wielka sprawa. Zawsze idąc na kolejny spektakl jestem przejęty i dumny zarazem. Twarze dzieciaków wyrażają tyle emocji. A w mojej głowie tyle wspomnień. Każde bezcenne. Jak dobrze, że lubię takie wydarzenia utrwalać. Gdy sięgam potem po filmy i zdjęcia wzruszam się i zastanawiam się nad upływającym czasem. Całkiem niedawno to były nieporadne przedszkolaki z wielkimi pieluchami w spodniach. Jak często trudno było zostawić takiego nieporadnego malucha na cały dzień w przedszkolu. Praca, praca , praca, a myślami biegłem do przedszkola, zastanawiając się jak mija dzień. Jeszcze na szczęście czekają nas co najmniej dwa występy. Potem przyjdzie czas wakacji i szkoły. A jaką szkołę wybrać? Prywatną czy państwową. Muzyczną czy plastyczną. Nie ma gotowych i dobrych odpowiedzi. Wydaje mi się, że prywatna szkoła to robienie dziecku ogromnej krzywdy na przyszłość. Wybieramy, kierując się dobrem dziecka. To jasne. Teoretycznie prywatna szkoła to większa pewność, że poziom nauki będzie jakiś tam, że naszemu dziecku ktoś poświęci uwagi, że ochronimy je przed … no właśnie przed czym? Może przed życiem takim jakie jest? Bo czy prywatna szkoła ochroni nasze dzieci przed patologiami, przed koniecznością codziennych kompromisów? Nawet jeśli tak, bo Pani nauczycielka zamiast 25 będzie miała 15 indywidualności. Że jeśli powiemy, iż nasza pociecha nie lubi WFu to szkoła to zrozumie. Parasol ochronny. Każdy rodzić chce jak najdłużej taki parasol nad własnymi dziećmi trzymać jak najdłużej. Tylko czy potem nie okaże się, że gdy przyjdzie czas na życie bez parasola bez niego nasze dziecko nie jest życiowym nieudacznikiem? Nie wiem tego. Dużo rozmyślam na ten temat. Wydaje mi się, ze pierwsza szkoła powinna być platformą. Trudno o 6 latka oczekiwać by wiedział co najbardziej go interesuje, skoro nie dane mu było jeszcze zobaczyć wielu dostępnych możliwości. Wkładanie takie malutkiego człowieczka w foremkę i szablon na tym etapie to barbarzyństwo. Najlepsza szkoła bez wsparcia rodziców, bez miłości i zainteresowania tym co własne dziecko czuje, myśli i czym się interesuje nic nie da. Choćby czesne wynosiło roczną przeciętną pensję.
Czytanie jest bardzo ważne. Słuchanie tak samo. Bezcenna jest rozmowa. Taka zwyczajna przy stole po obiedzie przy kubku herbaty. Bardzo się staramy by znaleźć czas i siłę jak najczęściej się, na wspólny obiad i chwilę rozmowy. Co kto lubi, co mu się wydarzyło, kto nadepnął komu na odcisk.
Czas ucieka błyskawicznie, jeszcze chwilę temu wyjazd narciarski wydawał się bardzo odległą perspektywą, a teraz to już jest za 5 tygodni. Dokonaliśmy remanentu ubraniowo – sprzętowego, wydaliśmy zaskórniaki na najmłodszego narciarza i ciut na starszych. Z zasadzie to jesteśmy gotowi :) na Tip Top. Nadchodzący weekend to dwa dni, w których Polacy znów pobiją rekordy. Chyba nie drugiego takiego weekendu w roku, w którym tyle pieniędzy osób fizycznych trafi w ręce innych osób. Podobno kilogram karpia to minimum 20 złotych??? Ja jako jeden z niewielu w naszej rodzinie uwielbiam smażonego z chrupiącą skórką – prosto z patelni. Pycha. Niespieszne wigilijne biesiadowanie z ciekawymi rozmowami, z dzieciakami szalejącymi dookoła choinki, z kompotem z suszonych owoców (nie przepadam) i z tym poczuciem pewnego zatrzymania codziennego pędu. Długie spanie i rodzinne bycie. Bardzo lubię te chwile. Być może bardziej lubię o nich myśleć. Potem nim się człowiek nie obejrzy już jest pierwszy dzień po świętach. Zaraz Sylwester, potem nowy dzień wolnego – w 2012 będzie to kolejny wydłużony weekend. Potem jeden regularny tydzień i już ferie. A potem to już będzie czas wyglądanie wiosny. No wiem. Cały luty – przełamany Walentynkami. W lutym przegląd motocykla i w marcu chyba już nie dam rady się oprzeć pokusie. Jazda motocyklem śni mi się już od jakiegoś czasu coraz częściej. Czy to coś znaczy?
Chciałem też donieść, że moja ulubione miejsce choinkowe dziś już się wypełniało ciężarówkami. Znaczy – będzie jak co roku. Wydaje mi się, że to swego rodzaju przywiązanie do wspomnień. Od zawsze na rogu Towarowej i Karolkowej było największe choinkowe eldorado.  Dziś jednak widziałem kilka miejsc z drzewkami, które mimo, że znacznie skromniejsze metrażowo – prezentowały się o wiele estetyczniej i schludniej. Ale sentyment weźmie górę i w sobotę wyposażeni w linkę alpinistyczną – przytroczymy jodłę do relingów i  dowieziemy do domu. Właśnie – w tym roku chyba polska jodła. Zauważam powrót do klasyki.
Koniec roku to jest średni czas na premiery płytowe. Zwróciłem kilka dni temu swoją uwagę na debiutancki album REBECCI FERGUSON. Nie wygrała brytyjskiego X Factora, ale dotarła na „pudło”. Bezpretensjonalne, ładne, chwytające za serce śpiewanie. Bardzo blisko repertuarem płycie Heaven (w UK ukazała się ta płyta 5 grudnia) do piosenek ADELLE. W Polsce album być może (jeśli w ogóle) pojawi się w 2012 roku. Warto zapamiętać ten tytuł. Choć nie ukrywam, że najbardziej czekam na LANE DEL RAY. W UK premiera 30 stycznia w USA – 7 lutego. Właśnie wydano drugiego singla pod albumowym tytułem Born To Die. Przewrotny tytuł prawda? Mało wpisów do dziennika w grudniu. Wiem.

]]>
http://sobesto.pl/marcin/2011/12/linia-podzialu/feed/ 1